Bar Biesiada w Białowieży

Co to było za miejsce, a jaka przygoda wcześniej. Ach!

Do Baru Biesiada dotarliśmy około 11 rano po nocy spędzonej w puszczy. Tylko tak na marginesie wspomnę, że widzieliśmy jelenie na rykowisku, a potem wilki. Dwa!
Ale do rzeczy, do jedzenia!
Potrzebowaliśmy się posilić, najlepiej czymś tłustawym i ciepłym, wszystko w Białowieży było zamknięte, prócz Biesiady właśnie. Wparowaliśmy tam i od samej szefowej Pani Joli dowiedzieliśmy się, że nie wszystko z menu jest gotowe, ale zupa grzybowa na kościach z dzika, krem z dyni, placki ziemniaczane i pierogi są. Nic więcej nie było nam potrzebne do szczęścia!
Wzieliśmy placki, zupy i pierogi, dania były świeże i bardzo smaczne, ceny, jak widać, całkiem spoko.
Gdy się nafutrowaliśmy, mąż szefowej updatował menu i wymienił kartki na słupku przy barze, pojawiły się kartacze, których żałuję do dziś. Za każdym razem, gdy o nich pomyślę, ślinka mi cieknie. No nic, następnym razem...

Komentarze

Popularne posty