Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2015

Lubię Kraków vol. 2

Pamiętacie mój wpis o Krakowie o ten? Muszę potwierdzić, że jedna z opisywanych knajp stała się jeszcze lepsza (choć ma wyjątkowo kijową obsługę) i poznałam jeszcze jego godne polecenia miejsce na przekąski, deser, zimny obiad.
Zacznę od drugiej, tej nowej, czyli Tribeca u Szałayskich przy placu Szczepańskim. Zauroczyło mnie to miejsce, są tam dwie sale - jedna mniejsza z barem, alkoholami i deserami, a druga - większa z mnóstwem stolików i krzesełek, wszystkie z innej bajki, niby niepasujące do siebie, a świetnie się dopełniające. Atmosfera jest luźna, bez nadęcia, a w menu same moje ulubione smaki - m.in. hummus z czarnuszką, sałatka z buraczkami, jajecznica na maśle i coś czego nigdy nie miałam przyjemności skosztować - mianowicie kawa Wyspiańskiego!
A w środku espresso i tarninówka mocna i ciemna, jak dupa szatana! Wierzch, każdego z czterech kieliszków, zwieńczyła megasłodka bita śmietana, dzięki temu wszystko prezentowało się pięknie. Pijąc to cudo, miałam wrażenie, że wszystkie…

Dzień Dziecka w ogrodzie Kancelarii Premiera

Na samą myśl, że tam będziemy piałam z zachwytu. Przecież tam będzie masa dzieci (młodszych i starszych), które będziemy mogli nafaszerować, tzn. z należyta powagą przekonać do jedzenia warzyw i owoców. I to bez namawiania, proszenia, rozkazywania czy kar - co najczęściej stosują rodzice. Dlatego nam poszło łatwiej?
Bo mamy świetne pomysły, kusimy kolorowymi koktajlami, sałatkami i lodami, a dzieci bawiąc się na powietrzu są głodniejsze, a i jeszcze - rozdawaliśmy balony za wypity szpinak. Proste!
Nie będę przynudzać, zobaczcie na zdjęciach, co się działo! Było rewelacyjnie, dziękujemy za zaproszenie!
W kielichach kolejno - truskawki, szpinak, seler naciowy... i inne ingrediencje, ale te wymienione są najważniejsze.
Do niektórych musieliśmy wyjść, ale co to dla nas!

Niektórzy chcieli jeść tylko gruszki, i też było OK. :)

Inni chcieli tylko sałatkę z truskawek i borówek. Bo miała ciutek bitej śmietany!



Inni, jak ta myszka, chciała lody! Służymy! Nawet dwa dla młodej damy!
Cieszymy się…

My'o'tai - i'm in love!

Tak, właśnie tak - zadurzyłam się bez pamięci, jak nastolatka... ale na szczęście nie w jakimś chłopie, ino knajpie - najbezpieczniej. My'o'tai przy Szpitalnej miałam na oku od kilku miesięcy, ale jakoś było mi nie po drodze, raz nawet już byłam w środku, ale wegańska ekipa miała za mały wybór i zmieniliśmy miejsce na Mango Vegan przy Brackiej (z serdeczności dla gastroludzi i podziwu dla ich ciężkiej pracy, nie będę ich opisywać).
Na szczęście tym razem było na spontanie i idealnie, wręcz perfekcyjnie. Same mięsożerne stwory, po wystawie na ASP, wygłodniałe i spragnione czegoś odświeżającego, sycącego i takiego - och. W My'o'tai właśnie tak było - Och!
Zamówiłam sobie coś do picia, miało pomarańczowy kolor i smakowało jak pyszne lekarstwo - jestem bowiem fanką wszystkich ziołowych nalewek i naparów z pędów sosny, a mój luby poprosił o zielony kokos i był zachwycony, zwłaszcza że niedawno takie pijał i szamał na Bali. To były pierwsze duże plusy!
A co do jedzenia, to …

Poznaj zdrową żywność na SGGW

Na początku maja Pomidory zagościły na pikniku na SGGW i od tego czasu ciągle mają masę roboty. Dzieciom tak posmakowały koktajle, sałatki i lody owocowe, że nie mamy nawet chwili na zdobienie wpisu i pokazanie wam, jak świetnie się bawiliśmy. Ale nie narzekamy, wręcz przeciwnie - zapraszamy na kolejne spotkania (info na fejsie), podczas których będziemy serwować masę pyszności z warzyw i owoców. A najodważniejsi nasi goście, którzy spróbują szpinaku (fujć!) mogą liczyć na upominki!