Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2016

Nowa, przynajmniej dla mnie, kawiarnia przy Oleandrów - Me+Me

Spontaniczny spacer z Moniką to zawsze wielka radość,
zwłaszcza że obie lubimy podobne rzeczy. Spacery i jedzenie, ostatnio jednak bardziej słodkie smaczki.
Po przejściu się Łazienkami wdrapałyśmy się pod górę, żeby dotrzeć do Marszałkowskiej i dalej do Oleandrów. Miałyśmy bowiem cynk
o nowym, fajnym miejscu, w którym odbywał się Festiwal Kawy.
I to był dobry trop – dziękujemy podpowiadczce.
Kawiarnia Me+Me, której wystój od razu mnie zauroczył, spełniała nasze wszelkie oczekiwania. Dużo bieli, drewna, światła i dobrze skrojone menu.
Wypiłyśmy cudowną kawę zaparzą w dripie. Co to takiego? To takie śmieszne, małe ustrojstwo, które wygląda jak filiżanka z lejkiem,
w którym umieszcza się filtr. Można je postawić na kubku, filiżance, dzbanku czy słoiku. Do niego wsypuje się kawę, zalewa się lekko ostudzonym wrzątkiem, już nie wrzątkiem. Potem jest połączenie magii i matematyki, trzeba coś policzyć, odmierzyć. Nie wnikam. Wiem tyle, że takie parzenie bardziej wydobywa aromat niż przez zap…

Mezze przy Puławskiej, no przy Różanej

Że ja tam jeszcze nie byłam, a mijam ich niemal codziennie. Ale zawsze w pędzie, locie, bez refleksji – dobra tłumaczę się. Teraz byłam i będę chodzić. Dlaczego?
Bo mają to, co kocham. Falafele, hummusy, pity! Reszta (zupki z fasoli czy marchewki, surówki, słodkie ciasteczka czy naleśniki) to dodatki, ale nie traktuję ich po macoszemu – wszystko jest na najwyższym poziomie, z doskonałych składników. I w przystępnej cenie.

Zamówiłam szakszukę zfalafelami, którą podają z dodatkowym humusem, pikantną surówką z ogórka, pitą i cząstkami pomarańczy.  (kosz jakiś 20 złotych) Boziu, jakie to było dobre, aż brak mi słów!
Karolka, której talerz jest na pierwszym planie, poprosiła o hummus royal z dużą ilością ciepłej oliwy. (też jakoś 20 złotych) Wymiatał. Był delikarnie kremowy, tłuściutki i sycący.
Polecam. Następnym razem polecę na falafelki z naleśniku. Ammmmm :)

Pieczony schab z dzika

Wygląda bardzo apetycznie, a jak pachniało, jak smakowało. Bajka, zwłaszcza dla mięsożerców.
Jestem nim niewątpliwie. Zdecydowanie bardziej wolę zjeść dzika czy sarnę niż kurczaka, który nie miał dzióbka, nigdy nie widział słońca… Choć szkoda mi każdej istoty, która traci życie, to jednak dziki, sarny, jelenie czy kaczki nie są przetrzymywane w złych warunkach, nie są faszerowane świństwami, hormonami, nie są w żaden sposób katowane, jak przez masowe rozmnażanie. Żyją sobie fajnie przez jakiś czas, a potem przychodzi na nie pora. Jak na każdego z nas… Mocne słowa? Taka jest natura. Uważam, że jestem bardziej empatyczna i ekologiczna niż ludzie, którzy cieszą się mielonym ze świnki po 5 złotych za kilogram albo wcinają pasztety z puszki.


Ale wracając do jedzenia. Przygotowanie schabu z dzika nie jest takie trudne, należy go potraktować jak inny schab, natrzeć, popieścić, zostawić do skruszenia, a potem upiec. Jednak ważne są te przyprawy.

Składniki: kawał schabu,
dużo majeranku, olej, …