piątek, marca 31

Koktajl z naci pietruszki

Oraz jabłka i soku z cytryny.
Koktajle sprawiają mi radość. Nie dość, że są smaczne, orzeźwiające, sycące, szybkie, to jeszcze lubią się z moimi jelitami. Dzięki różnym miksom warzywno-owocowym wspomagam pracę całego przewodu pokarmowego. I, gdy się potwornie przejem i jeszcze napiję alkoholu, następnego dnia sięgam po koktajl z selera naciowego albo z nacią pietruszki – jak ten na zdjęciu obok.
Po oczyszczeniu (dosłownie wypróżnieniu) mam więcej energii. Takie to proste. :)

Co jest w tym cudzie?
jabłko, pokrojone na kawałki, pół banana, pół pęczka naci pietruszki, sok z połowy cytryny i szklanka wody.

Wszystko zmiksowałam, dodałam ciutek oliwy i wypiłam.

Po co dodaję oliwę? Tłuszcz jest nośnikiem smaku oraz ułatwia wchłanianie witaminek, których w koktajlu jest szalona ilość.
Ps. niekiedy do zielonych koktajli dodaję (bez miksowania) żurawinę albo jagody goi. Są jak wisienka na torcie!

środa, marca 29

Aromatyczne buraczki w mleczku kokosowym

Kiedy dokładnie zaczyna się wiosna? Gdy są nowe warzywka, pyszne, chrupiące, orzeźwiające, pachnące słońcem. Aktualnie jeszcze możemy o nich pomarzyć, więc panuje zima. A zimą, jak wiemy, jemy korzenie. Najlepiej bardzo aromatyczne i długo duszone, jak to to, co przygotowałam na szybkie jedzonko. Z ryżem jaśminowym sprawdzi się jako obiad, a bez może być drugim śniadaniem w pracy albo przekąską.

Składniki:
3 buraki, obrane i pokrojone niedbale, 2 łyżki utłuczonych ziarenek kolendry, łyżeczka wędzonej papryki, łyżeczka imbiru i kminku (u mnie mielony), a także kilka ziaren ziela angielskiego i pieprzu czarnego, 3-4 listki laurowe, mleczko kokosowe (ok. 200 ml) i szklanka wody, do podania ryż i nać pietruszki albo kolendry

Na rozgrzany olej, może być roślinny, wrzucam przyprawy, chwile duszę, by wydobyć ich aromat (ten moment najbardziej lubię - karmie zmysły). Dodaje buraki, podsmażam mieszając, a następnie zalewam wodą. Po 15-20 minutach wlewam mleczko i wstawiam wodę na ryż. Gdy ten dojdzie, danie jest gotowe. 

wtorek, marca 21

Espresso z olejem kokosowym

Tak, pływają w niej oka. Nie, nie ma posmaku rosołu. :)



Piję ją od czasu do czasu. A dlaczego?
Bo prócz walorów smakowych – wiadomo kawa i zapachowych – orzeźwiający kokos, ma mnóstwo zalet zdrowotnych. Dzięki tłuszczowi szybciej wchłania się kofeina i... nie chce się jeść. Na tym szczególnie mi zależy, gdy wybieram się rowerem do pracy a w niektóre poranki nic nie przełknę (bo np. dzień wcześniej się strasznie nafurtowałam czy już się spóźniam), albo idę na kijki/biegania i później mam wspólne śniadanie w domu.
Kawa z olejem kokosowym załatwia sprawę. Spróbujcie dodać 1/3 łyżeczki do ciepłej kawy, a może też zaczniecie taką pić przed rozruchem. Jednak żeby na tym jechać, by zagłuszać żołądek i chudnąć, to nie polecam. Zrzucanie kilogramów bez pocenia się nie ma sensu, żadnego. Koniec i kropka.

Ale o to chodzi z tym tłuszczem? Kilka lat temu był totalny boom na tłuszcz kokosowy, bo ma wysoką temperaturę dymienia (jak inne tłuszcze nasycone czyli łój i smalec, a one dla wegan są be), zastępuje masło we wspomnianym typie wypieków, bywa stały albo płynny. Jaki chcemy!
I do rzeczy - okazuje się, że olej kokosowy podnosi poziom złego cholesterolu i w sumie lepiej nim smarować wysypki na ciele niż dostarczać go do ciała. Broni się jedynie w diecie osób aktywnych fizycznie, bo jest świetnie przetwarzany. I jeszcze jeden warunek, prócz niego powinno się jeść inne tłuszcze, w tym zwierzęce. Dla mnie bomba – lubię grube pajdy chleba jeszcze grubiej wysmarowane masłem.


środa, marca 15

Ciastka gryczne na miodzie

Ogólnie nie jestem fanką miodu (po nim gra mi w jelitach), ale są takie pory roku, gdy muszę go jeść, no muszę i już. Zagadka rozwiązana? Tak – teraz jest ten czas. Potrzebuję cukru, węgli, mocy!
I sobie zrobiłam ciasteczka miodowe, ale na mące gryczanej i otrębach żeby było ciut zdrowiej.

Składniki:
3 łyżki otrębów gryczanych, szklanka mąki gryczanej, pół szklanki mąki z konopi, 5 łyżek miodu (może być skrystalizowany), 50 g masła, ciut soli

Masło z miodem umieściłam w misce, ją położyłam na garnku z gotującą się wodą, by wszystko zmiękło i się połączyło. Następnie, już na blacie, dosypałam suche składniki i zagniotłam masę. Kleiłam ciastka i układałam na blasze z papierem do pieczenia. Piekłam 10 minut w 180 st. C.
W naszym domu tylko ja się nimi zajadam, czyli są bardzo fit. :)

Koktajl ze spiruliną

Niby zwykły, poczciwy glon, a wygląda obłędnie jak gwiazda filmowa!
Kolor spiruliny cudownie na mnie działa. Gdy piję spirulinowy koktajl mam wrażenie jakbym przeistaczała się w roślinę, wyciszała się, uzdrawiała i wzmacniała. Uprzedzę pytania – nie zwariowałam. Niektórzy dobrze czują się w pewnych wnętrzach, inni w autach czy na prochach, a ja – z jedzeniem I np. pomarańczowy krem z dyni piżmowej jeszcze będący w miseczce mnie rozgrzewa, owsianka z jagodami ożywia, a spaghetti – oczywiście, w mojej ulubionej ilości – usypia. :)



   Co ma takiego spirulina? Białko, witaminy, minerały, błonnik, ale najważniejszy jest – chlorofil. To on robi cuda. Nawilża jelita i wspomaga trawienie, delikatnie wychładza cały organizm (co w ciepłe dni jest zbawienne) oraz wzmacnia krew, czyli wzmacnia wątrobę i przy okazji nerki. Lepiej im się filtruje wszelkie syfki. A po zimie mamy ich sporo. Co nie? :)

Składniki:
banan, łyżeczka sproszkowanej spiruliny, ok. 400 ml wody, dodatkowo – kilka jagód goi

Zmiskuj banana z wodą i spiruliną, na wierzch (już w szklance) wrzuć kilka czerwonych jagódek.



czwartek, czerwca 23

Koktajl oczyszczający – z selera naciowego

Jak w tytule, ten zielony koktajl jest świetny na trawienie. Seler naciowy i pietruszka oczyszczają cały przewód pokarmowy i wątrobę. Ich praca jest bowiem aktualnie zaburzona przez nadmiar lodów, piwa, a nawet owoców oraz szalone temperatury. Gdy to wszystko zaczyna fermentować w jelitach są wzdęcia, dziwne odgłosy przelewania, uczucie ciężkości… Ten miks będzie wybawieniem. Serio, testowałam na sobie wczoraj.

Składniki na 1 duży koktajl:
2 łodygi selera, gruszka, 3-4 garstki naci pietruszki, pół ogórka typu wąż oraz szklanka wody.
Wszystko zmiksować i gotowe.
Dzieciom raczej nie posmakuje. :)

sobota, czerwca 18

Kulki z suszonych owoców

Tak, jak u Lewandowskiej, ino z resztek. :) Miałam kilka suszonych moreli, daktyli, śliwek i wiórków kokosowych, które się psują.
Autentycznie. Jesienią się o tym przekonałam, gdy zrobiłam megawypasiony czekoladowy keks z dodatkiem wiórków. I okazało się, że smakuje mydłem. Tak właśnie się dzieje, mydłowieją ohydnie.

Takie kąski jem często na śniadanie przed rowerem albo wciągam przed pójściem  na basen. I dawno nie byłam... 
 
Składniki:
4-5 suszonych moreli, 2 śliwki, 4 daktyle, dwie garście wiórków kokosowych, dwie łyżki oleju kokosowego albo roślinnego.
Najpierw namoczyłam owoce w przegotowanej wodzie, po dwóch godzinach odcedziłam je i zmiksowałam blenderem. Nie udało mi się na gładką masę, ale dzięki temu przynajmniej widać różne kolorki. Dodałam wiórki i olej. Ulepiłam kulki, je jeszcze obtoczyłam w wiórkach i schłodziłam. Cała robota.

Szybkie ciasteczka owsiano-miodowe

Tak, tak, są dość jesienne, bo miód i pieczenie (teraz to zgroza!!!) ale na mus nie ma mocnych. Nie można przecież ciągle jeść czekolady, czasami trzeba sięgnąć po miód.

Ale do rzeczy! Oczywiście ciasteczka są bardzo (no dość) zdrowe, bo na miodzie, nie cukrze, na dobrym maśle, z otrębami owsianymi i z mąką owsianą.

Składniki na jakieś 15-20 sztuk, w zależności od wielkości:
3 łyżki miodu, 1 szklanka otrębów owsianych, szklanka maki owsianej, ciutek soli, 4 łyżki masła, odrobina cynamonu.

Ogrzane do temperatury pokojowej masło wymieszać z miodem, dodać suche składniki i zagnieść. Gdy będzie za gęste można  dodać ciut wody albo mleka, a gdy za rzadkie - więcej otrębów albo siemienia lnianego (mielonego).
Masę powinno się łatwo formować w kuli, by je następnie rozpłaszczać na blasze (najlepiej z papierem do pieczenia. Potem wsunąć do pieca nagrzanego do 170 st. C na jakieś 15 minut. I gotowe.
Reklamacji nie uwzględniam, bowiem robiłam je tylko raz i mi wyszły :)

środa, czerwca 8

Trochę Gdańska i nieco mniej Sopotu

Co zrobić, gdy ma się dwa dni wolnego? Wybrać się na plażę, do Sopotu,
a przy okazji (jako że jest tam dworzec) do Gdańska.

Fajnie zrobił mi ten krótki wyjazd, bardzo dobrze dla duszy. Nie dość, że niebo było błękitne, plaża piaszczysta, jedzenie smaczniutkie, to jeszcze towarzystwo dopisało. Dzięki Edytko i Aniu. Do następnego wyjazdu!

Ale po co wpis? Po to co zawsze! Po żarcie!


W Sopocie zajrzałyśmy do Cały Gaweł (przy Dworcowej), blisko monciaka i dworca oczywiście.
Wystrój rewelacyjny, wszystko utrzymane w stonowanych kolorach, który rozjaśniał neon na ścianie. A w menu? Na pierwszy rzut oka rewelacja – grzanki z serem kaszubskim, humusy, owsianki, jaglanki na mleku kokosowym, a także zupy, burgery z mięsem i serem kaszubskim albo kotletem buraczanym, ale potem... już nieco gorzej. Przerost formy nad treścią. Nie będę opisywać smaków, ino zasugeruje, byście poszli kawłek dalej do Dwóch Zmian przy samym Monciaku.

Tam jest cudownie smacznie, najcudowniej wręcz. W menu bogata opcja śniadaniowa – dla mięsożerców, jajkożerców, ciecierzycożerców i warzywożerców. Ja jestem tym trzecim. Zjadłam rewelacyjny hummus z dodatkiem świeżych warzyw – drobniutko pokrojoną papryką, ogórkiem, suszonymi pomidorami i pestkami dyni. Do tego był przepyszny chleb. I biała herbata! Wszystko kosztowało chyba 14 złotych.
Knajpa przyjmuje do późnych godzin wieczornych, a wtedy podają różne tapaski. Nie były nam dane, ale spokojnie – co się odwlecze, to nie uciecze.

Dalej... Ach, pojechałyśmy do Gdańska na Wrzeszcz na Wejdeloty. Najpierw obiad w Avocado vegan&eko, o którym nie warto wspominać. A na deser… poszłyśmy kilka kamienic dalej do wege-deserowni Futukafe. Zamówiłam ciasto bounty – i było niebiańskie. Jeszcze miałam ochotę na bajaderę (od dzieciństwa jestem wielką fanką tego śmieciowego ciasteczka), ale już nie dałabym rady. Tak, to się niekiedy zdarza.

I dopiero następnego dnia dobiłyśmy do innego miejsca na śniadanie – do Dobrej Kawy w samym centrum. Kawa była naprawdę dobra, ciasto gryczano-daktylowe też. Ale tartę na spodzie z kaszy jaglanej z farszem z brokułów i suszonych pomidorów mogłam sobie opuścić, choć wyglądała rewelacyjnie. Niestety była zbyt mdła. Następnym razem poproszę bardziej pikantną, bo dla tej kawy warto tam wrócić.

wtorek, kwietnia 26

Nowa, przynajmniej dla mnie, kawiarnia przy Oleandrów - Me+Me

Spontaniczny spacer z Moniką to zawsze wielka radość,
zwłaszcza że obie lubimy podobne rzeczy. Spacery i jedzenie, ostatnio jednak bardziej słodkie smaczki.
Po przejściu się Łazienkami wdrapałyśmy się pod górę, żeby dotrzeć do Marszałkowskiej i dalej do Oleandrów. Miałyśmy bowiem cynk
o nowym, fajnym miejscu, w którym odbywał się Festiwal Kawy.
I to był dobry trop – dziękujemy podpowiadczce.
Kawiarnia Me+Me, której wystój od razu mnie zauroczył, spełniała nasze wszelkie oczekiwania. Dużo bieli, drewna, światła i dobrze skrojone menu.
Wypiłyśmy cudowną kawę zaparzą w dripie. Co to takiego? To takie śmieszne, małe ustrojstwo, które wygląda jak filiżanka z lejkiem,
w którym umieszcza się filtr. Można je postawić na kubku, filiżance, dzbanku czy słoiku. Do niego wsypuje się kawę, zalewa się lekko ostudzonym wrzątkiem, już nie wrzątkiem. Potem jest połączenie magii i matematyki, trzeba coś policzyć, odmierzyć. Nie wnikam. Wiem tyle, że takie parzenie bardziej wydobywa aromat niż przez zaparzanie ciśnieniowe.
I faktycznie, kawa z dripa nie ma sobie równych – czułam w niej aromat kwiatów, karmelu, wiosny nawet. A w połączeniu z ciastem
z wiśniami była niezrównana. Na zdjęciu jest akurat tarta czekoladowa z solonym karmelem, którą następnego dnia wciągała Monika. Mnie nie było i żałuję… Ale nic straconego. Ich też mam
po drodze i są blisko Małego Piwa, które zawsze dobrze mi robi.
Wspomnę jeszcze, że w kawiarni podają kranówkę za free. W jakże pięknej butelce.

Przy okazji pozdrawiam Pani prowadzące, które przyjaźnią się od szkoły średniej. Takie relacje są najlepsze. Mają bowiem podkład, którego brakuje tym nawiązywanym w późniejszym wieku. Wspólne książki, muzykę, pierwsze wyjazdy, żarty, miłości, imprezy, kace, a także nudę – której nikt nie docenia, a ja tak! Ach. :)
Kiedy gdzieś jedziemy? Monika, Martyna? Zgłoście się :)

Czyli Cafe Me+Me, Oleandrów 6, czynne codziennie od 9 do 20
I ich menu tutaj - są sałatki, tosty, placki, naleśniki, pieczywo z pastami, zupy i alkohole.

Mezze przy Puławskiej, no przy Różanej

Że ja tam jeszcze nie byłam, a mijam ich niemal codziennie. Ale zawsze w pędzie, locie, bez refleksji – dobra tłumaczę się. Teraz byłam i będę chodzić. Dlaczego?
Bo mają to, co kocham. Falafele, hummusy, pity! Reszta (zupki z fasoli czy marchewki, surówki, słodkie ciasteczka czy naleśniki) to dodatki, ale nie traktuję ich po macoszemu – wszystko jest na najwyższym poziomie, z doskonałych składników. I w przystępnej cenie.

Zamówiłam szakszukę z falafelami, którą podają z dodatkowym humusem, pikantną surówką z ogórka, pitą i cząstkami pomarańczy.  (kosz jakiś 20 złotych) Boziu, jakie to było dobre, aż brak mi słów!
Karolka, której talerz jest na pierwszym planie, poprosiła o hummus royal z dużą ilością ciepłej oliwy. (też jakoś 20 złotych) Wymiatał. Był delikarnie kremowy, tłuściutki i sycący.
Polecam. Następnym razem polecę na falafelki z naleśniku. Ammmmm :)

czwartek, kwietnia 7

Pieczony schab z dzika

Wygląda bardzo apetycznie, a jak pachniało, jak smakowało. Bajka, zwłaszcza dla mięsożerców.
Jestem nim niewątpliwie. Zdecydowanie bardziej wolę zjeść dzika czy sarnę niż kurczaka, który nie miał dzióbka, nigdy nie widział słońca… Choć szkoda mi każdej istoty, która traci życie, to jednak dziki, sarny, jelenie czy kaczki nie są przetrzymywane w złych warunkach, nie są faszerowane świństwami, hormonami, nie są w żaden sposób katowane, jak przez masowe rozmnażanie. Żyją sobie fajnie przez jakiś czas, a potem przychodzi na nie pora. Jak na każdego z nas… Mocne słowa? Taka jest natura. Uważam, że jestem bardziej empatyczna i ekologiczna niż ludzie, którzy cieszą się mielonym ze świnki po 5 złotych za kilogram albo wcinają pasztety z puszki.


Ale wracając do jedzenia. Przygotowanie schabu z dzika nie jest takie trudne, należy go potraktować jak inny schab, natrzeć, popieścić, zostawić do skruszenia, a potem upiec. Jednak ważne są te przyprawy.

Składniki: kawał schabu,
dużo majeranku, olej, 4 ząbki czosnku, sól i czarny pieprz.

Składniki (prócz schabu) wymieszać, odstawić na chwilę, potem wysmarować mięso i wstawić w szklanym naczyniu do lodówki na kilka godzin. Gdy aromaty się połączą można piec, a wystarczy mięcho wsunąć do rękawa do pieczenia, związać z dwóch stron, porobić drobne dziurki i piec. Najlepiej w 180 st. C przez jakieś 40 minut, a potem, po przecięciu na górze rękawa, dopiec kwadrans. I zjeść np. z ziemniakami.
Resztę schabu pokroiłam na kawałki i dodałam do duszonych grzybów. Do kaszy pęczak albo jęczmiennej drobnej jak znalazł.

niedziela, marca 27

Sałatka śniadaniowa wiosenna


Kolejna moja ulubiona sałatka na teraz, na dziś. Chrupiąca, soczysta, pikantna od rzodkiewek i delikatna od białego serka. Idealna, gdy świeci słoneczko, a nie trzeba zbyt wcześnie wstawać, gdzieś lecieć, ubierać się, myśleć. Można się przeciągnąć, wypić wodę z cytryną i wymieszać kilka produktów. Potem książka albo nie...


Składniki:
kilka liści sałaty masłowej, ew. innej, paczkowanej,
pół pęczka rzodkiewki plus kilka listków (są rewelacyjne, chrupiące i ostrawe),
2-3 jajka ugotowane na twardo,
ok. 100-150 g twarogu tłustego,
pęczek koperku,
sos: łyżka śmietany, majonezu, sól, czarny pieprz

Przygotowanie: wymieszać wszystko ze sobą. A potem podawać z pieczywem.